Jesień jak malowana! Październik nam wynagradza bardzo okrutnie deszczowy wrzesień – oby tak dalej, jak dla mnie i do lutego 😉
Jako że po covidzie lekka zadyszka, to się nie przemęczam pod górkę i ułatwiam sobie życie kolejką – tym razem padło na Tegelberg i stamtąd przejście na Ahornspitze. Piękna trasa, ludzi po drodze na prawdę niewiele, bo większość po wjechaniu kolejką wybiera wejście na Branderschrofen. A droga na Ahornspitze cudna! Wystarczy odejść 10min od kolejki i już cisza i spokój. Przez całą drogę widok na Säuling, na który w końcu muszę wejść, słońce świeci, liście się złocą, idealnie 🥰 Ostatnie metry na szczyt małe Kraxelei ku urozmaiceniu i jest! Widok na Zugspitze, który od tej strony jest nie do poznania, oraz Hochplatte i Krähe – fajnie zobaczyć je z tej strony 🙂
Na szczycie siedziałam prawie z godzinę, nie mogłam się napatrzeć! Zeszłam w dół z Manfredem z Ammersee, pogadaliśmy sobie o życiu i poszczeniu, bardzo to było pouczające 🙂 Jako, że zamarudziłam u góry, nie zaszłam już do Blakenau, tylko zasuwałam w dół na Neuschweinstein – tłumy turystów, też się nie można napatrzeć… Pöllatschlucht niestety ciagle zamknięty, a w tym tłumie i bez Garetha nie będę robić siary, wiec wracam grzecznie drogą i na koniec zachodzę jeszcze do Reith Alpe, coby wreszcie przechylić pszenicę bez alko z widokiem na pałacyk Ludwika. Dosko niedzielka! 😍




































Leave a Reply