9km, 500hm
Niedzielka, jadę w dele dzień wcześniej. Pogoda cokolwiek burzowa, więc nie chce wchodzić wysokimi znajduje ciekawą trasę na Komoot. Plus: wychodzę na nia prosto z hotelu, nigdzie nie trzeba jechać 🙂 Tutsj znalazłam jej opis https://www.gardatrentino.it/en/activity/wwi-monte-corno_8181
Jest upalnie, filtr spływa mi z twarzy po 10min a idę cały czas w cieniu! Ale wysiłek zdecydowanie się opłaca, bo wychodzi się na piękny widok na jezioro! Tyrolska flaga dumnie powiewa, potem pojawiają się tablicę informacyjne i dowiaduje się że, ide fragmentem dawnej austro-węgierskiej linii obrony Monte Perlone – Monte Corno. Gdy Włochy przystąpiły do wojny w maju 1915 r., Austro-Węgry wycofały się z bardziej wysuniętych pozycji i stworzyły nową linię obrony właśnie w tych górach nad Nago.
To, co dziś wygląda jak spokojny las z widokiem na Gardę, było wtedy linią frontu, z systemem okopów, stanowiskami artyleryjskimi i schronami wykutymi w skale. Przebywali tu głównie strzelcy tyrolscy (Standschützen), starsi mężczyźni i bardzo młodzi chłopcy, którzy budowali okopy i obsługiwali pozycje obronne.
Najbardziej fascynujące jest dla mnie to, że stoisz praktycznie na granicy dwóch światów:
🌴 poniżej Garda, cyprysy, oliwki, wakacje, Aperol i rowerzyści,
⛰️ a 100 lat temu kilka kilometrów wyżej siedzieli ludzie w okopach, marznący zimą i patrzący przez lornetki na przeciwnika.
Jeszcze kawałek w dół i odkrywam włoski regulamin zbierania kasztanów – który brzmi bardzo podobnie do niemieckiego regulaminu zbierania grzybów 😅 A poniżej sadu kasztanowego wychodzę na perfekcyjna ławeczkę! Spędzam tam dłuższa chwilę, gdyż idealne miejsce. Słońce znowu wychodzi i po drodze zachodzę na jeszcze jeden punkt obronny na skale – dokładnie ponad hotelem.




















Z tej skały zobaczyłam ruiny zamku i tak mi się spodobały, ze postanowiłam tam pójść – i zahaczyć jeszcze o Marmitte dei Giganti. No i co? I zaskoczenie! Włosi właśnie otworzyli 20km pięknej nowej ścieżki rowerowej, naprawdę extra. Marmitte czyli dziury polodowcowe szału nie robią, ale fajna ciekawostka. A najfajniej, że bar otwarty i można przyjąć bawarskiego browarka i zagryźć moim ulubionym limonkowym czipsem! A potem jeszcze szybkie wejście na ruiny zamku – oficjalnie zamknięte, ale łatwo da się to obejść. I znowu mega widok! I lekkim kłusem w dół, gdyż się ściemnić zdążyło. Gardo, zachwyciłaś! A moje trzymanie się pierwotnego planu i unikanie wcielania w życie 10 innych pomysłów po drodze, sprawiło, że miałam naprawdę piękny dzień 🥰





















Leave a comment