XXXI: 10.11.2024, Grasköpfl 1.753

14,4km, 935hm

Aka: zdążyć przed zachodem słońcem, rączo pomykając po wąskiej ścieżynce.

Ahoj przygodo! Wyjechałam z domu po 8, celem miał być Hahnkampl, ładna trasa, polecana, 5-6h roboty, wszystko cacy. Ale najpierw zatrzymałam się na Sylvenstein i parę minut uciekło, a potem 12km przed celem okazało się, że Mautstrasse nieczynne! Zamknięte na zimu i koniec, dalej nie pojedziesz. Na szybko musiałam szukać innej trasy w okolicy i padło na tę https://www.tourentipp.com/de/touren/graskoepfl-bergtour-vorkarwendel_2036.html#anchor_69df8924_Accordion-Karten-und-Routenskizze

Wyglądało że akurat się w sam raz wyrobię – zanim ruszyłam, była już 10.40 więc 6h do zachodu słońca. Trasa bardzo przyjemna: dojście do Reitsteig przez las, potem ścieżynką nad Stuhlbach, taki mini kanion. Pięknie! Serpentyny przecinają suchy potok, łagodnie pnąc się w górę, przejście przez mostek i w końcu znowu wyjście do słońca i wreszcie na polanę z widokiem na Schafreuter. I na tej polanie chatka doskonała! Rozsiadłam się tam na lancz, bo miejsce przepiękne.

Chciałoby się posiedzieć dłużej, ale mam jeszcze godzinę do szczytu, więc czas ruszać w drogę. Pięknie się idzie, ludzi brak, ścieżynka się wije, wreszcie pojawia się widok na jezior a trasa zawija i obchodzi górę ścieżynką, która miejscami ma niczego sobie ekspozycję. Wreszcie dochodzę do znaku i teraz już tylko 15min do krzyża – ale ostro pod górę! Na szczycie wreszcie kogoś spotykam (niestety), ale szybko umykają, bez słowa.

14.30, najwyższa pora stąd zmykać… Robi się ciasno, bo trasa którą chciałam iść podobno zajmie 3h i nie jestem pewna, czy ta ścieżka w ogóle istnieje… Zatem, jednak wracam ścieżką, którą przyszłam – ruszam truchtem, bo czasu jest mało. Dochodzę do chatki i decyduje się wracać jednak inną trasą – potrzeba zrobienia pętli jak zawsze wygrywa 😉 Czeskie pokazują szlak, w realu go nie ma. Ale po paru minut plątania się po lesie, wreszcie trafiam na ścieżkę! Jest! Czasem bardziej widoczna, czasem mniej, ale ewidentnie jest. Zaniedbana, parę razy muszę przechodzić przez zwalone drzewa, ale nie zbaczam już ze szlaku. Mam serce w gardle, bo na trasie jest przejście przez Röthelklamm i nie wiem, jakie trudne to będzie… Na szczęście okazuje się w miarę łatwe do przejścia – nie ma ryzyka, że się głęboko spadnie 😉 Weselej robi się później, bo w lesie ścieżka jest ledwo widoczna i idę z tel w ręku, żeby mieć pewność że nie zbaczam ze szlaku… W międzyczasie wschodzi księżyc, słońce chowa się za górę i jak WRESZCIE dochodzę do drogi, to czuję sporą ulgę…

Nauczka?

  • nie wychodzić w góry bez zapasu czasu – 6h to mało.
  • Mapy.cz potrafią oszukać – tej drugiej ścieżki, którą chciałam wracać oryginalnie, w praktyce nie było w ogóle
  • Lepiej mieć ze soba czołówkę – jesienią obowiązkowo!

Leave a comment

Blog at WordPress.com.

Up ↑