Dzień Dziecka spędzony na samiusim szczycie Krety! 😍 W towarzystwie wielu kri kri (lokalne kreteńskie kozy) i skowronków 🙂 Poszliśmy trasą od północy: jest najkrótsza, dojeżdża się dobrą asfaltową drogą na wysokość 1.500 npm i stamtąd start, 900m przewyższenia i 9km w tę i z powrotem. Idzie się dosyć ostro pod górę, co km to 200m w górę, ale pogoda jest idealna na wędrówkę: lekkie zachmurzenie i wieje przyjemny wiaterek. Ludzi po drodze brak, na parkingu stały tylko 4 auta i wszyscy wyruszyli przed nami. Mijamy stada kóz i baranów i pniemy się w górę. Po niewielkim śniadaniu szybko chwyta głód, więc robimy przystanek na ser i obwarzanek 🙂









Po takich pysznościach druga połowa drogi idzie, jak z płatka! Po drodze mijamy jeszcze mini „kopalnię” kryształów i dużą łachę śniegu i wychodzimy na widok na morze. Jesteśmy wysoko i lekkie zachmurzenie, więc widoczność słaba, ale sama świadomość tego, że wdrapaliśmy się na czubeczek wyspy jest super! Dzwonimy dzwonem na wiwat, obchodzimy wszystko naokoło i ruszamy z powrotem w dół.











Droga powrotna tym samym szlakiem, schodzimy szybko, bo naszły chmury i mocno wieje! Po drodze przystanek na lancz: pizza i warzywa z wczorajszego zbyt dużego lanczu, który nas przerósł 🙂 Po drodze w górę mijają nas 3 osoby, więc zdecydowanie nie jest to popularna trasa. Gdy dochodzimy do samochodu, niebo jest już mocno zasnute – pogoda na Krecie jest dość kapryśna. Zeszło nam w sumie 4.5h, całkiem ok, trasa bardzo nam się podobała. Po drodze (z trudem omijając stada śpiących na środku drogi kri kri 😅), zajezdzamy na kawę do przepięknego miejsca: górski chalet, otwarty dopiero w tym roku! https://psiloritis-chalet.com/ Przeurocza pani oprowadziła nas po pokojach (są zachwycające, każdy z kominkiem!!!), zaserwowała pyszną grecką kawę (drobniuteńko mielona zalewajka, uwielbiam!), wygłaskałam ogromnego piesa i ruszyliśmy do domu w Rethymno, po drodze manewrując na zakrętach, gdyż lokalni mafioso w pickupach są królami szosy 😉















Leave a comment